Alfred Wierusz-Kowalski
Alfred Wierusz-Kowalski
Suwałki 1849 - Monachium 1915
Rotator ramka 1
Rotator ramka 2
Rotator ramka 3

Wywiad z p. Janiną Wierusz Kowalską

Alfred Wierusz-Kowalski był  przedstawicielem realizmu, tworzącym na przełomie XIX i XX wieku. Pani jest malarką współczesną posługującą się językiem geometrii. Czy w codziennej pracy twórczej odnosi się Pani do schedy po wybitnym przodku?
 
Impulsem dla malarza może być tak wiele elementów świata widzialnego, przetransponowanego przez jego przeżycia, doświadczenia, konkretną rzeczywistość, która go otacza, że trudno tutaj oczekiwać podobieństw stylistycznych, czy tematycznych.Tę twórczość dzieli około 150 lat, w ciągu których świat diametralnie i gwałtownie się zmienił. Zmienia się również język sztuki, choć jej zasady pozostają niezmienne.  Niestety, cywilizacja przesyciła nas obrazami, które atakują ze wszystkich stron. Są to informacje wizualne rozprzestrzeniające się fraktalnie w milionach reprodukcji. Artyście musi więc nasuwać się refleksja, jaki jest sens dalszego reprodukowania tej bezustannie reprodukowanej rzeczywistości. Tyle już namalowano wizerunków ludzi, zwierząt, pejzaży, przedmiotów, że dalsze opisywanie świata powinno być usprawiedliwione w sposób niezwykle przemyślany. Nie ma już pojazdów konnych, chłopskich furmanek, bryczek, stacji pocztowych i zakurzonych gościńców, lecz betonowe mury i maszyny, które artyści również zdążyli już uwiecznić w swych dziełach na wiele sposobów. Ja wybrałam więc świat natury, który się przed naszymi oczami niejako ukrywa, również dlatego, że traktowany jest jako nieważny dla naszej percepcji i niepotrzebny naszym oczom. Dzięki temu, każdy element tego zadziwiającego świata makroskopii, stanowi odkrycie. 
W codziennej pracy nie odnoszę się bezpośrednio do działań mojego atenata - przez całą drogę twórczą starałam się zresztą rozwijać swój bardzo subiektywny i osobisty język malarski. Co – jak sądzę – łączy nasze podejście do roli artysty. Tkwi we mnie jednak świadomość, że to jak tworzył Wierusz-Kowalski było przykładem czegoś wielkiego, dobrze przemyślanego, doskonale rozwiązanego technicznie i kompozycyjnie. W swoim malarstwie - podobnie jak on – dążę do perfekcji formy, do poznania prawdy o jej strukturze, do uzyskania kompozycyjnej klarowności i syntezy.. 
 
 
Skoro obrazy Wierusza nie stanowią bezpośredniego impulsu dla Pani działań malarskich, jak odczytuje je Pani jako zwykły odbiorca?
 
Jestem odbiorcą tego malarstwa, ale jestem również malarzem z całym bagażem wrażliwości, doświadczeń i wiedzy dotyczącej tej dziedziny. W malarstwie, oprócz ewidentnych walorów wizualnych, jest jeszcze   tajemnica, która stanowi o jego mocy. Alfred był realistą, ale był również romantykiem. Jakiż bowiem realista hoduje wilki, aby je bliżej poznać? To romantyk, który pragnął rozwijać swoje wizje. Tkwił w nim pewien europejski uniwersalizm, mimo akcentów i realiów czysto polskich. To malarstwo, mimo pietyzmu w ukazywaniu realiów, ma w sobie pewną prostotę, nie epatuje nadmiarem efektownych szczegółów. Jest w nim natomiast ruch,  tempo i swoboda. Niezwykła dynamika układów kompozycyjnych, dramatyzm akcji, walor autentyzmu odtwarzanych na płótnach sytuacji, to wszystko pobudza wyobraźnię i wywiera  wrażenie na odbiorcach. W dziełach Alfreda widzę również klarowność barw, przewagę szlachetnych tonów chłodnych, tak mi bliskich, i ich mocne, muzyczne brzmienie.
A więc  dorobek Alfreda Wierusza Kowalskiego jest przykładem twórczości osadzonej mocno w lokalności, ale posiadającej także silne wartości uniwersalne. To zapewne efekt  jego częstych podróży zarówno po Europie, jak i Afryce. Ponadto jego obrazy doskonale wpisują się  w ponadnarodową tradycję przedstawień rodzajowych z wyraźną często nutą ironii oraz scen nieco idyllicznych.  
 
Co najbardziej docenia Pani zarówno w całym dorobku Wierusza-Kowalskiego jak i w poszczególnych pracach malarza?
 
Doceniam uniwersalizm jego przekazu, prawdę o świecie widzianym jego oczami, umiejętność przywoływania wspomnień z dzieciństwa, czego efektem są obrazy z napadającymi wilkami - malarskie wizje odległych wydarzeń. Alfred był malarzem wykształconym, świadomym swego warsztatu i powagi rzemiosła. Jego obrazy tchną realnością, i witalnością, ale mają też w sobie pewien liryzm i nostalgię. Płótna ukazujące np. bezkresną przestrzeń z zagubioną w niej   postacią wilka, pokazują coś więcej, niż tylko wizerunek tego zwierzęcia. Pokazują  jego  niezależność, ale również samotność.
To co szczególnie lubię w XIX-wiecznym malarstwie to działanie według konkretnych zasad, które realizował także Wierusz-Kowalski. Nie mówię tu o przywiązaniu do akademickich reguł – ponieważ daleka jestem od uznawania szkół za jedyne słuszne źródło wiedzy, ale o poszanowaniu pewnych praw, bez których dobre malarstwo po prostu nie istnieje. Do malarstwa Wierusza zbliża mnie zamiłowanie do natury. Akt malowania, zarówno dla mnie i jak sądzę, dla mojego przodka,  stanowi rodzaj katalizatora idei wynikających z przywiązania do zagadnienia natury. Twórczość mojego atenata i moja – mimo iż w inny zupełnie sposób – stara się afirmować przyrodę i rządzące nią, uniwersalne prawa. Dlatego – jak mi się wydaje – obrazy Wierusza-Kowalskiego i wykorzystywany przeze mnie język geometrii mogą funkcjonować w kategoriach sztuki uniwersalnej.  
 
Jak odnosi się Pani do popularności przodka na rynku antykwarycznym? Wierusz-Kowalski należy przecież do jednych z najbardziej docenionych polskich twórców XIX w. i jednocześnie do jednych z najdroższych w obiegu sztuki.
 
Cieszę się, że szeroka publiczność docenia klasyczne malarstwo jakie bez wątpienia uprawiał Alfred Wierusz-Kowalski. Nie dziwi mnie fakt, że jest ono tak popularne, bowiem z poruszaną przez niego tematyką utożsamiają się całe pokolenia Polaków. Ta popularność przekłada się zapewne na wysokość kwot, jaką są w stanie zapłacić kolekcjonerzy jego malarstwa. Szkoda, że sam artysta zaznawał kłopotów materialnych.
Alfred Wierusz Kowalski był niewątpliwie malarzem z wyboru, realizującym swoje duchowe potrzeby i artystyczny program. Dostrzegał też w zawodzie artysty, jak mniemam, olbrzymie pokłady dydaktyzmu – co zresztą dowodnie przedstawia gatunek malarstwa jaki uprawiał. Ja natomiast traktuję sferę sztuki bardziej w kategoriach auto-dydaktyzmu. Malarstwo jest dla mnie przede wszystkim źródłem wiedzy i samorozwoju. Dzięki uprawianiu tej dyscypliny mogę nie tylko pielęgnować zdolności manualne, ale – co bardziej istotne –doskonalić umiejętności percepcyjne. Wracając do tematu rynkowego – mam ogromną nadzieję, że nabywcy prac Wierusza-Kowalskiego traktują te dzieła nie tylko jako zwykłą inwestycję, ale także impuls do zdobywania wiedzy i źródło estetycznej przyjemności. Bowiem według łacińskiej sentencji Horacego, sztuka powinna "docere, movere, delectare" - nauczać, zabawiać i wzruszać. 
 
Kim był Wierusz Kowalski?
Alfred Wierusz-Kowalski studiował w latach 1868-71 w warszawskiej Klasie Rysunkowej u Rafała Hadziewicza i Wojciecha Gersona, następnie krótko w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie a latach 1872-73 w Monachium, gdzie osiadł na stałe. Był rok 1897, gdy Kowalski kupił od swoich kuzynów Milewskich majątek Mikorzyn w Konińskiem.Początkowo uczył się w pracowni Alexandra Wagnera, potem przeniósł się do atelier Józefa Brandta. Trzymał się polskiej kolonii, uczestniczył w jej poczynaniach, stale obsyłał wystawy krajowe.
   Znajdował klientelę wśród ziemiaństwa i plutokracji. Podejmował tematykę kresową ze szczególnie ulubionymi przez Niemców scenami z polowań i napadów wilków, obrazami ilustrującymi życie polskiej prowincji, jarmarki i sceny batalistyczne.
   Najciekawiej w wielkim dorobku Alfreda Wierusza-Kowalskiego rysują się kompozycje najwcześniejsze, powstałe pod wpływem malarskich doświadczeń Maksymiliana Gierymskiego i Józefa Brandta.